02 października 2012

4# With hope in heart.


Drogi Przyjacielu!

Czy znasz kogoś, kto często się zakochuje? Kto strasznie wszystko przeżywa, myśli że wszystkich obchodzą tylko jego uczucia i problemy? Ja niestety tak.

Chodzę z taką dziewczyną do klasy. Nazywa się Oliwia, jest dość niską i krępą dziewczyną o zielono-niebieskich oczach i brązowych lokach. Strasznie denerwuje wszystkich swoim zachowaniem, próbuje podrywać połowę chłopaków ze szkoły. W sumie jest z niej fajna dziewczyna i na początku zeszłego roku szkolnego uwielbiałam ją. Ale potrafi każdemu nawrzucać i wyśmiać go za coś, a potem robić dokładnie to samo. Strasznie często się "zakochuje". Niedawno obraziła się na mnie o to, że rozmawiałam z chłopakiem który jej się podoba. Oczywiście potem zachowywała się jak ofiara, zakładała kaptur bluzy na głowę, udawała że się załamuje. U niej normalne.

Niestety los chciał, że podoba nam się ten sam chłopak.A ja staram się być dobrą przyjaciółką (do niedawna też uważałam ją za swoją przyjaciółkę) i nie mówię nic. Niech sobie przeżywa. Niech próbuje zarywać do tego chłopaka, ja to wytrzymam. Sprawdzę, czy to co czuję jest w miarę prawdziwe czy to tylko zwykłe zauroczenie. Ale wygląda na coś więcej.

To już trwa prawie rok. Cały rok katuszy, bólu, ale i czasem szczęścia. Szczęścia głównie przez ulotne chwile jak wolne na dyskotekach, które z nim czasem tańczę. Rozmowy na Skypie. Chwile szczerości i rozmowy na poważne tematy. Przelotne uściski. Wystarczy jedno wypowiedziane przez niego zdanie do mnie, a cały dzień od razu nabiera barw. Mało tego, ale wspominam te chwile praktycznie codziennie. Ten chłopak potrafi wedrzeć się nawet do mojego snu :)
Niesamowite, jak wielką moc posiada zauroczenie (choć nie wiem, czy w moim przypadku "zauroczenie" jest odpowiednim określeniem), potrafi zmienić nam opinię o danej osobie o 180 stopni, robiąc wszystkie czynności możemy myśleć tylko o tej jednej osobie.

A on już praktycznie cały rok jest zakochany w takiej popularnej dziewczynie z mojej klasy. Jak dla mnie - zwykła blondi, niebieskie oczy, charakter całkiem fajny, choć też czasem zdarza jej się jakieś chamskie zachowanie (przez przebywanie i kumplowanie się z licealistami).

Myślisz pewnie, że jestem zazdrosna.

W sumie nawet nie. Nie jestem z tego powodu szczęśliwa, ale takie życie. Denerwuje mnie tylko to, że ona wie, że ten chłopak jest w niej zakochany, nie ma u niej szans - a ona cały czas robi jakieś głupie rzeczy typu tu go przytuli, tu się o niego oprze. A on robi sobie niepotrzebnie nadzieję. Według mnie to strasznie chamskie z jej strony, przecież i tak nie będą razem. Więc po co takie coś? Nie mam pojęcia.

W te wakacje powiedziałam o tym mojej przyjaciółce. Powiedziała, że to niesamowite, że nie okazywałam takiej przeżywki jak Oliwia, że niczego takiego nie było po mnie widać. Stwierdziła, że muszę być strasznie twardą i wytrwałą osobą, a to pomoże mi w życiu. Fajnie.
Ale co ja mam zrobić z tym chłopcem? Nie mam odwagi mu powiedzieć. Chciałabym (głupia nadzieja, głupie marzenie wręcz), żeby coś do mnie poczuł. Nie muszę być wcale jego dziewczyną, wystarczy przyjaźń.


Może to brzmieć dla Ciebie jak żalenie się zwykłej nastolatki o jakąś głupią miłostkę, która i tak potrwa z tydzień, a potem przejdzie.
Lament o wzgardzone uczucie.

Ale tak nie jest. Nie należę do tego typu ludzi, do ludzi użalających się nad sobą.
Ciekawi mnie, co Ty zrobiłbyś na moim miejscu z taką "przyjaciółką", tym chłopcem i ogólnie z tą sytuacją. Z tym uczuciem dam sobie radę. Prędzej czy później wygaśnie.


 "Though your dreams be tossed and blown...
Walk on,walk on,
With hope in your heart
And you'll never walk alone"


Więc idę z tą nadzieję w sercu, tylko nie wiem czy to ma sens.


Twoja W. 

25 września 2012

3# Pieniądze szczęścia nie dają, ale...


Drogi Przyjacielu!

Noc...ciemność....gwiazdy...księżyc...parapet + kakao

To moje ulubione połączenie.. często wieczorem siadam na parapecie z kubkiem gorącego kakao i patrzę w gwiazdy. Lubię ten ich nieład ułożenia...zupełnie jak w moim życiu. Pozwalam odpłynąć myślom i przestaję karmić się złudzeniami, którymi żywię się przez cały dzień, aby go jakoś przeżyć... W dzień mam uśmiech na twarzy i gram jak w teatrze, tylko w nocy mogę ściągnąć maskę i być prawdziwa.
Noc uczy pokory, ale daje też moc. Pokazuje ci prawdę o tobie samym - w nocy nie ma ściemniania, nie ma gier ani teatrów, sztuczek ani drobnych kłamstw. Odarty z całego tego repertuaru min i gestów, którym podpierasz się za dnia - stajesz twarzą w twarz z sobą samym. Ponieważ nic nie widać - wszystko staje się jasne.

 Oczywiście dzisiaj takie coś jest niemożliwe. Nie widzę gwiazd ani księżyca. Za to mogę usiąść na parapecie, wypić cieplutkie kakao i podelektować się lekturą kolejnej książki. Tym razem tytuł ma w sobie coś, co bardzo lubię. "Numery. Czas uciekać". Dziwne, że w życiu bohaterki tej książki panuje zamęt podobny do tego w mojej głowie. Czasami nie wiem, co mam myśleć o tym wszystkim. O tym kraju, o moim życiu, ogólnie o całości. Nie rozumiem już tego.

Dzisiaj w moich uszach tkwią słuchawki i daję nieść się nurtowi muzyki. Nie jest to jakaś wielka muzyka. Poza tym, nie słucham takiej muzyki jak większość w moim wieku. Widać, że nie dorosłam jeszcze na tyle, by moją duszę poruszały kawałki Metalliki, Nirvany czy ACDC. Ale jak na mnie to jest ok. Nie przeszkadza mi zbytnio myśl, że różnię się od innych pod tym względem. Pozwalam odpłynąć myślom.

Słucham  teraz "Loca People".
"What the fuck ?!". O, tak. Właśnie to myślę o tym kraju. W sumie to kocham go, ale nienawidzę osób przez które podupada, nie znoszę tych wszystkich polityków z zakłamanymi obietnicami, tych złodziei, którym tylko kasa w głowi, a Polska ich gówno obchodzi. Gdyby nie takie osoby, mogę się założyć, że żyłoby się nam o wiele lepiej i łatwiej. Przyjemnością byłoby mieszkanie chociaż w tak niewielkim miasteczku jak moje.

Kiedyś przy rynku w moim rodzinnym mieście było kino. Pamiętam, jak chodziłam tam z mamą i tatą. Zawsze było super. Czasami też były tam wycieczki z przedszkola. Ale kino zamknęli i koniec. W ogóle to powstało tu niedawno takie "centrum handlowe". Teraz liczyłam na to, że kiedy otworzy się to "centrum"  będę mogła chodzić tam z koleżankami na filmy. Liczyłam, że chodź pod jednym względem będzie tu fajnie. Ale oczywiście przeliczyłam się niesamowicie. Zamiast kina powstały jakieś ogromne chińskie markety, których pełno tu, kolejne 2 sklepy z butami (jakby było ich mało) oraz elektroniczny (ciekawe po co, skoro w odległości jakichś 100m są 2 kolejne?!). Poszłam tam kiedyś i wcale się nie rozczarowałam. Sam badziew, tak jak się spodziewałam. Z resztą jak całe to miasto. A ja głupia spodziewałam się kina na tym zadupiu. Zamiast tych dziadostw spokojnie wystarczyłoby miejsca na kilka sal kinowych. Przynajmniej jakiś pożytek by był. Ale nie. Bo po co mieszkańcy mają być zadowoleni. Po co zorganizować kino na miejscu, żeby miasto zarobiło, a mieszkańcy nie musieli jeździć specjalnie do kina do miasta oddalonego o ponad 20km.

Pieniądz rządzi światem - prawda stara jak świat. Uganianie się za nim wcale nie czyni nas szczęśliwszymi, nawet ich nadmiar tego nie daje.
Nie ma wyznacznika szczęścia, tak jak nie ma granicy gdzie mamy dość "kasy". Poniekąd rozumiem ludzi, którzy ciężko pracują żeby zarobić więcej, pokus mamy ogrom i potrzeb także. Dlatego wspinamy się po drabinie kariery. Każdy następny szczebel, to większe upokorzenie, większe wystawianie siebie na sprzedaż. Jaka jest ostateczna cena człowieka - tego nie wiem, bo ilu ludzi, tyle rozbieżności, tyle różnych pragnień, dążeń, cen...
Życie bez pieniędzy jest ciężkie i bardzo łatwo spaść na dno. Właściwie każdy z nas może zostać biednym, lub bezdomnym. Nie zapłać paru rachunków, nie rozlicz się dobrze z fiskusem, a już masz długi. Strać przy tym prace, a nie wyjdziesz z nich. Eksmisja, licytacja i jesteś na bruku. Zapewne będziesz walczyć, ale wystarczy chwila załamania psychicznego i nie dasz rady. Nikomu tego nie życzę, ale poniekąd jest to wytłumaczenie tego, że tak bardzo gonimy za kasą. Można by tu wyliczać setki powodów, ale jedno jest pewne: "Pieniądze szczęścia nie dają, ale ułatwiają życie". A nam normalnym śmiertelnikom nadmiar ich raczej nie grozi....



Ten pieniądz przypomniał mi przekonanie – „wszystko da się kupić” tylko czasem cena przekracza zysk. Szmaci się ludzi, poniewiera, upokarza, bo wydaję się, że jak się sprzedadzą, to może coś osiągną. To niewolnictwo - może nie fizyczne, ale psychiczne na pewno. Ludzie sprzedali siebie, jak ci co podpisali cyrograf z diabłem. Tym najbliższym dla niego jest pieniądz. Wielu nie potrafi się oprzeć i może zejść bardzo nisko by poczuć choć przez chwile, że go ma, lub może mieć. Tylko po co tak żyć? Czy jest to jeszcze człowiek, czy niewolnik pieniądza? Pieniądze są środkiem nie celem. Drugim, który potrafi opanować tak bez końca jest ambicja i poczucie wyższości nad innymi.
W życiu trzeba być sobą, czasem to kosztuje wiele, ale naprawdę warto, by można było spojrzeć w lustro i nie przestraszyć się własnego widoku.

Uważam, że moglibyśmy żyć lepiej, gdyby tylko reprezentowali nas ludzie, którzy pragną naszego dobra. Wspólnego dobra. A nie tylko kasy dla siebie. Kasa rządzi światem, mój Przyjacielu. Nie szczęście innych czy nasze własne. Ale właśnie pieniądze. Teraz liczy się tylko to, jak się samemu wzbogacić, wykraść komuś choć złotówkę. A nie to, jakimi jesteśmy ludźmi.



Twoja W. 

24 września 2012

2# Hello, my old friend. I come to talk with you again.

Drogi Przyjacielu!


Czym jest przyjaźń?
Kiedyś myślałam, że przyjaźń będzie doskonała, że wszystko będzie się układać. Okazało się jednak, że nie miałam racji. Przynajmniej nie do końca. Uświadomiłam sobie, że przyjaźń jest czymś pięknym. Najcudowniejszym na świecie, ale jednocześnie czymś niezwykle kruchym i delikatnym, co nie będzie w stanie zapobiec pojawianiu się nieporozumień. Zrozumiałam też, że o tym czy przyjaźń jest prawdziwa, wcale nie decyduje to, że przebiega ona bezkonfliktowo. Według mnie taka przyjaźń nigdy nie będzie prawdziwa, bo jeżeli nie ma konfliktów, drobnych starć i nieporozumień, to znaczy że ludzie ze sobą nie rozmawiają. Żyją razem, ale osobno. Niby ze sobą, ale obok siebie.

Ostatnio często myślę nad tym, czy mam prawdziwych przyjaciół.
Z jednej strony myślę, że ludzie mnie lubią. Przynajmniej tolerują, szanują i rozmawiają ze mną. Ale kogo z nich mogę nazwać swoim przyjacielem?
Wydaje mi się, że są to dwie dziewczyny - z jedną nadal chodzę do klasy, a druga wybrała inną szkołę. Pierwsza z nich to wysoka, brązowowłosa i pozytywnie pokręcona Daria. Lubię z nią rozmawiać, ale to chyba jak każdy. Uwielbiam patrzeć jak co chwila przeczesuje palcami swoją grzywę, żeby była idealnie prosta. Wkurza się na drobnostki i jest zaczepiana przez chłopaków, którzy co chwila biorą jej rzeczy lub czochrają ją. Ma świetny charakter - i za to ją lubię. Z kolei druga z nich to Julka. Dość niska, niebieskooka i piegowata dziewczyna. Latem jej włosy są jasnorude i lekko falowane, a zimą proste i blond. Strasznie to dziwne, prawda? Julka jest dziewczyną specyficzną. Nie boi się wyrażać swojego zdania, klnąć cz nawet uderzyć (jeśli jakiś chłopak będzie na tyle głupi, by ją obrazić). Może na taką nie wygląda, ale w sumie jest nieśmiała. Uwielbiam w niej tą iskrę szaleństwa, to poczucie że mogę jej wszystko powiedzieć, że (jeśli trzeba) umie się przeciwstawić.
Z Darią zaprzyjaźniłam się tak naprawdę dopiero w gimnazjum. Jest ona jedyną dziewczyną, z którą byłam w klasie w podstawówce oraz jestem w gimnazjum. Natomiast Julka chodzi do gimnazjum sportowego w naszym rodzinnym mieście. Czasem zdarzają się takie chwile, że żałuję że nie chodzi ona ze mną do SOSW. Ale wtedy przypomina mi się jak mówi, że w tamtej szkole jest szczęśliwa. Nie mogłabym jej tego odebrać.

"Przyjaciel to ktoś komu powiesz, że zabiłeś człowieka, a on zapyta "Gdzie go zakopiemy?""

Czasem chciałabym być amerykańską nastolatką, ale taką jak na filmach. Z grupą przyjaciółek gotowych oddać za mnie życie, kochającym chłopakiem, rodziną gotową zrobić dla mnie wszystko. Od zawsze marzyłam o tym, by mieć rok straszą siostrę. Siostrę idealną, kochającą mnie i przyjaźniącą się ze mną. Oraz młodszego brata-urwisa, który rozśmieszałby mnie, gdy byłoby mi źle, proponował przeróżne zabawy, bym znów poczuła się małą dziewczynką. Wszystko to jednak wytwór mojej wyobraźni.
I tak naprawdę kocham życie za to, co mi dało. Bo to, co ja mam równie dobrze może być obiektem marzeń innych.

Czasem marzenia zasłaniają nam jednak to, co w życiu piękne.
Więc marz ostrożnie.

A czy Ty kiedykolwiek chciałeś prowadzić tego typu życie? Zupełnie jak w filmie? Marzyłeś o przyjaźniach? Cudownym związku z tą wyjątkową osobą? Ufających Ci bezgranicznie rodzicach?



Twoja W.