Drogi Przyjacielu!
Noc...ciemność....gwiazdy...księżyc...parapet + kakao
To moje ulubione połączenie.. często wieczorem siadam na parapecie z kubkiem gorącego kakao i patrzę w gwiazdy. Lubię ten ich nieład ułożenia...zupełnie jak w moim życiu. Pozwalam odpłynąć myślom i przestaję karmić się złudzeniami, którymi żywię się przez cały dzień, aby go jakoś przeżyć... W dzień mam uśmiech na twarzy i gram jak w teatrze, tylko w nocy mogę ściągnąć maskę i być prawdziwa.Noc uczy pokory, ale daje też moc. Pokazuje ci prawdę o tobie samym - w nocy nie ma ściemniania, nie ma gier ani teatrów, sztuczek ani drobnych kłamstw. Odarty z całego tego repertuaru min i gestów, którym podpierasz się za dnia - stajesz twarzą w twarz z sobą samym. Ponieważ nic nie widać - wszystko staje się jasne.
Oczywiście dzisiaj takie coś jest niemożliwe. Nie widzę gwiazd ani księżyca. Za to mogę usiąść na parapecie, wypić cieplutkie kakao i podelektować się lekturą kolejnej książki. Tym razem tytuł ma w sobie coś, co bardzo lubię. "Numery. Czas uciekać". Dziwne, że w życiu bohaterki tej książki panuje zamęt podobny do tego w mojej głowie. Czasami nie wiem, co mam myśleć o tym wszystkim. O tym kraju, o moim życiu, ogólnie o całości. Nie rozumiem już tego.
Słucham teraz "Loca People".
"What the fuck ?!". O, tak. Właśnie to myślę o tym kraju. W sumie to kocham go, ale nienawidzę osób przez które podupada, nie znoszę tych wszystkich polityków z zakłamanymi obietnicami, tych złodziei, którym tylko kasa w głowi, a Polska ich gówno obchodzi. Gdyby nie takie osoby, mogę się założyć, że żyłoby się nam o wiele lepiej i łatwiej. Przyjemnością byłoby mieszkanie chociaż w tak niewielkim miasteczku jak moje.
Kiedyś przy rynku w moim rodzinnym mieście było kino. Pamiętam, jak chodziłam tam z mamą i tatą. Zawsze było super. Czasami też były tam wycieczki z przedszkola. Ale kino zamknęli i koniec. W ogóle to powstało tu niedawno takie "centrum handlowe". Teraz liczyłam na to, że kiedy otworzy się to "centrum" będę mogła chodzić tam z koleżankami na filmy. Liczyłam, że chodź pod jednym względem będzie tu fajnie. Ale oczywiście przeliczyłam się niesamowicie. Zamiast kina powstały jakieś ogromne chińskie markety, których pełno tu, kolejne 2 sklepy z butami (jakby było ich mało) oraz elektroniczny (ciekawe po co, skoro w odległości jakichś 100m są 2 kolejne?!). Poszłam tam kiedyś i wcale się nie rozczarowałam. Sam badziew, tak jak się spodziewałam. Z resztą jak całe to miasto. A ja głupia spodziewałam się kina na tym zadupiu. Zamiast tych dziadostw spokojnie wystarczyłoby miejsca na kilka sal kinowych. Przynajmniej jakiś pożytek by był. Ale nie. Bo po co mieszkańcy mają być zadowoleni. Po co zorganizować kino na miejscu, żeby miasto zarobiło, a mieszkańcy nie musieli jeździć specjalnie do kina do miasta oddalonego o ponad 20km.
Pieniądz rządzi światem - prawda stara jak świat. Uganianie się za nim wcale nie czyni nas szczęśliwszymi, nawet ich nadmiar tego nie daje.
Nie ma wyznacznika szczęścia, tak jak nie ma granicy gdzie mamy dość "kasy". Poniekąd rozumiem ludzi, którzy ciężko pracują żeby zarobić więcej, pokus mamy ogrom i potrzeb także. Dlatego wspinamy się po drabinie kariery. Każdy następny szczebel, to większe upokorzenie, większe wystawianie siebie na sprzedaż. Jaka jest ostateczna cena człowieka - tego nie wiem, bo ilu ludzi, tyle rozbieżności, tyle różnych pragnień, dążeń, cen...
Życie bez pieniędzy jest ciężkie i bardzo łatwo spaść na dno. Właściwie każdy z nas może zostać biednym, lub bezdomnym. Nie zapłać paru rachunków, nie rozlicz się dobrze z fiskusem, a już masz długi. Strać przy tym prace, a nie wyjdziesz z nich. Eksmisja, licytacja i jesteś na bruku. Zapewne będziesz walczyć, ale wystarczy chwila załamania psychicznego i nie dasz rady. Nikomu tego nie życzę, ale poniekąd jest to wytłumaczenie tego, że tak bardzo gonimy za kasą. Można by tu wyliczać setki powodów, ale jedno jest pewne: "Pieniądze szczęścia nie dają, ale ułatwiają życie". A nam normalnym śmiertelnikom nadmiar ich raczej nie grozi....
![]() |
Ten pieniądz przypomniał mi przekonanie – „wszystko da się kupić” tylko czasem cena przekracza zysk. Szmaci się ludzi, poniewiera, upokarza, bo wydaję się, że jak się sprzedadzą, to może coś osiągną. To niewolnictwo - może nie fizyczne, ale psychiczne na pewno. Ludzie sprzedali siebie, jak ci co podpisali cyrograf z diabłem. Tym najbliższym dla niego jest pieniądz. Wielu nie potrafi się oprzeć i może zejść bardzo nisko by poczuć choć przez chwile, że go ma, lub może mieć. Tylko po co tak żyć? Czy jest to jeszcze człowiek, czy niewolnik pieniądza? Pieniądze są środkiem nie celem. Drugim, który potrafi opanować tak bez końca jest ambicja i poczucie wyższości nad innymi.
W życiu trzeba być sobą, czasem to kosztuje wiele, ale naprawdę warto, by można było spojrzeć w lustro i nie przestraszyć się własnego widoku.
Uważam, że moglibyśmy żyć lepiej, gdyby tylko reprezentowali nas ludzie, którzy pragną naszego dobra. Wspólnego dobra. A nie tylko kasy dla siebie. Kasa rządzi światem, mój Przyjacielu. Nie szczęście innych czy nasze własne. Ale właśnie pieniądze. Teraz liczy się tylko to, jak się samemu wzbogacić, wykraść komuś choć złotówkę. A nie to, jakimi jesteśmy ludźmi.
Twoja W.



